|
Po
raz kolejny pozdrawiam Was towarzysze. Moje podró¿e
zaprowadzi³y mnie na po³udnie, za bursztynowe pole
Westfalli, do bujnego królestwa d¿ungli Stranglethorn
Vale. Chocia¿ moje poprzednie spotkania by³y
delikatnie mówi±c niebezpieczne, oni pod ¿adnym wzglêdem
nie mog± byæ porównywani do tego czego do¶wiadczy³em
w ten dzieñ. Kraina
tropikalnych ptaków i cichych drapie¿nych kotów, które
wydawa³o siê wychodz± z ka¿dej strony, mimo to ruszy³em
w g³±b te pokrytej par± d¿ungli. Ku mojej uciesze i ogromnej
uldze znalaz³em strumieñ s³odkiej wody przy którym
klêkn±³em i nape³ni³em na nowo mój buk³ak. Gdy jeszcze
opluskiwa³em ch³odn± wod± moje spocone brwi, zauwa¿y³em
dziwny cieñ ruszaj±cy siê za pobliskim li¶ciem. Z
k±tem oka, mog³em zauwa¿yæ, ¿e potwór by³ jakim¶
rodzajem drapie¿nego gada - i ¿e by³ przynajmniej dwa
razy wiêkszy ode mnie! Ale to nie wystraszy³o mnie tak
jak jego straszne, p³on±ce oczy, które ¶wieci³y
brylantowo jak bli¼niacze gwiazdy na bezksiê¿ycowym
niebie. Zamarz³em w miejscu - zrozumia³em, ¿e ta
bestia to Basilisk. Te wielono¿ne drapie¿niki sw±
szczêk± mog± skruszyæ nawet zbrojê p³ytow±, w
dodatku maj± ¶miertelne spojrzenie, przez które je¿eli
kto¶ bêdzie z³apany zamienia siê w kamieñ! Oczy
trzyma³em mocno zaci¶niête i powoli zacz±³em
wyjmowaæ mój dwulufowy pistolet. Nie maj±c czasu na
rozwa¿anie alternatyw, poci±gn±³em za spust i da³em
poczuæ potworowi smak armaty w racach Krasnoludów.
Odrzucony wybuchem, szybko wsta³em i z³apa³em siê za
bitewny topór. Gdy dym z mojego pistoletu rozrzedzi³
siê, zobaczy³em, ¿e bestia uciek³a, zostawiaj±c
mnie z my¶lami czy moje galwanizowane kule przebi³y
jego tward±, pokryt± kryszta³owymi ³uskami skórê.
Mogê zapewniæ Ciê, ¿e tylko moje du¿e do¶wiadczenie
w walce z magicznymi bestiami uratowa³o mnie przed
niechybn± ¶mierci±.
|